Jesteś w :: Strona główna » Feliks Antoni Erbrich (1874-1938)
Feliks Antoni Erbrich (1874-1938)
prof. dr hab. Grzegorz Janczewski
Kategorie:
Słowa kluczowe:
respiratory papillomatosis papilloma
Źródło:
Magazyn Otorynolaryngologiczny , 2003 IV-VI, tom II, zeszyt 2, no 6
Przeszłość - jest to dziś, tylko cokolwiek dalej:
Za kołami to wieś,
Nie jakieś tam coś, gdzieś,
Gdzie nigdy ludzie nie bywali.
C. K. Norwid (1821-1883)
Twórca i pierwszy kierownik Kliniki Laryngo-Otiatrycznej Uniwersytetu Warszawskiego był uczniem Alfreda Sokołowskiego, znakomitego znawcy ftyzjatrii. W roku 1906 odbywał staż w Klinice Otolaryngologicznej na Uniwersytecie we Fryburgu, którą kierował Gustaw Kilian, i tam poznał metody endoskopowania tchawicy i oskrzeli. W sposób szczególny zajmował się suchotami krtaniowymi, które były w XIX i jeszcze w XX wieku częstymi przyczynami hospitalizacji. Był autorem podręcznika "Metody badania krtani, tchawicy i oskrzeli" (1919) i współautorem podręcznika "Metody badania narządu oddechowego" (1920) wraz z J.Szmurłą, B.Dębińskim, A.Sokołowskim i innymi. W roku 1921 został kierownikiem nowo utworzonej warszawskiej kliniki otorynolaryngologicznej, jak byśmy ją dzisiaj mogli nazwać. Tak więc można powiedzieć, że warszawska laryngologia kliniczna zawdzięcza swe powstanie lekarzowi, którego główne zainteresowania kierowały się ku ftyzjatrii. W roku 1927 nakładem Wydawnictwa Koła Medyków Uniwersytetu Warszawskiego ukazało się najwybitniejsze dzieło Feliksa Erbricha "Patologia dróg oddechowych górnych i uszu". W nim zawarł autor, między innymi, przejmujący opis gruźlicy krtani: Zaburzenia wywołane przez zmiany gruźlicze krtani dotyczą wszystkich jej zasadniczych czynności: fonacyjnej, oddechowej i obronnej. W żadnym cierpieniu przewlekłym krtani, ani w syfilisie, ani w nowotworze wykazujących w pewnym okresie ich rozwoju jednakowe z gruźliczymi zmiany nacieczenia, ból nie występuje w tak gwałtownem nasileniu jak w przebiegu gruźlicy. Ból promieniuje do ucha, do szczytu głowy, do okolicy szczęki, uniemożliwia często łykanie nie tylko pokarmów, ale i śliny. To niezwykłe nasilenie bólu, nie odpowiadające stosunkowo niewielkim zmianom w krtani, jest do pewnego stopnia dla gruźlicy charakterystyczne. Ból przy zaawansowanych suchotach krtani jest tak znaczny, że chorzy nie tylko stale odmawiają przyjmowania jakichkolwiek pokarmów,wstrzymują się od przełykania śliny, kaszlu, ruszania głową, zdaje się nie oddychają, bowiem powietrze wpadające do krtani sprowadza ból, którego starają się uniknąć za wszelką cenę.
Przed opublikowaniem w "Otolaryngologii Polskiej" w roku 1964 pierwszej mojej pracy poglądowej poświęconej tracheotomii przejrzałem księgi operacyjne Kliniki Laryngo-Otiatrycznej Uniwersytetu Warszawskiego z lat 1928-1933. Księgi te, ocalone z pożaru Szpitala pw. Świętego Ducha we wrześniu 1939 r. przez dr. Jana Szymańskiego, ówczesnego asystenta Kliniki, wykazały, że w czasie tych 5 lat w Klinice wykonano 138 tracheotomii. Wskazaniami do tego zabiegu były wówczas: nowotwory krtani - 45 chorych, twardziel krtani - 25, kiła krtani - 16, gruźlica krtani - 14, ropowice krtani - 10, zwężenie krtani po przebytej błonicy - 10, ciała obce w krtani i oskrzelach - 8, ostre zapalenie krtani z obrzękiem - 4, zwężenie głośni po oparzeniach chemicznych - 3, zapalenie płuc - 3 chorych. A więc przed 70 laty tracheotomia była wykonywana z powodu patologii innej niż patologia krtani jedynie w 2% wszystkich operacji tego typu. Żadnych wskazań internistycznych, neurologicznych,neurochirurgicznych, anestezjologicznych, o intensywnej terapii nie wspominając. Czy był to objaw zacofania? Twardziel, kiła, gruźlica krtani - to był dzień powszedni polskiej otorynolaryngologii tamtych czasów. I wtedy nie było na te choroby skutecznej terapii. Pamiętam, że jeszcze na początku lat 60. nasi nauczyciele przekazywali nam zasady: jeżeli widzisz naciek w spoidle przednim głośni, najprawdopodobniej jest to rak, jeśli w spoidle tylnym - jest to gruźlica. Trudno powiedzieć: łza się w oku kręci, ale ten dystans czasowy, tak niedługi z punktu widzenia historii medycyny, wyraźnie wskazuje, jak bardzo zmienia się także i nasza specjalność.
W końcu roku 1921 Erbrich został wybrany prezesem Polskiego Towarzystwa Otolaryngologicznego, którego był współzałożycielem wraz z Ludwikiem Guranowskim i Janem Szmurłą. Zrezygnował z tej funkcji w roku 1923. Rok później rozpoczął wydawanie pisma firmowanego przez klinikę warszawską pt. "Przegląd Laryngo-otiatryczny" jako jego redaktor naczelny. Zapewne nie był to periodyk wydawany regularnie. Znane są jedynie dwa jego numery, z lat 1924 i 1927. Można zaryzykować tezę, że obecny "Magazyn Otorynolaryngologiczny", wydawany przez klinikę warszawską na początku XXI wieku, jest kontynuatorem tamtego dzieła sprzed 80 lat.
W roku 1920 Feliks Erbrich został profesorem nadzwyczajnym, a w roku 1934 profesorem zwyczajnym. W latach 1933-1934 pełnił obowiązki dziekana Wydziału Lekarskiego UW. Habilitował dwóch swoich uczniów: Dyonizego Zuberbiera i Henryka Lewenfisza.
Klinika od 1921 roku do początków II wojny światowej mieściła się w Szpitalu pw. Świętego Ducha przy ulicy Elektoralnej. W wydzielonym pawilonie znajdowały się jedynie dwie duże sale dla chorych, trzy pokoje do badań oraz jedna sala operacyjna. W roku 1926 w podziemiach pawilonu otwarto przychodnie. W roku 1933, po przeniesieniu Kliniki Ocznej do Szpitala Dzieciątka Jezus, Klinika powiększyła się o salę wykładową i pierwszą w Polsce poradnię dla chorych z zaburzeniami mowy (dr Aleksandra Mitrynowicz-Modrzejewska).
Pierwszymi etatowymi pracownikami Kliniki byli Jerzy Rogoziński, Stanisław Tuz oraz Bronisław Grocholski, jeden z najlepszych chirurgów ucha w Polsce w tym czasie. Do tego zespołu dołączył następnie jako "lekarz miejscowy" (z obowiązkiem stałego ostrego dyżuru,wolna niedziela raz na dwa tygodnie!) dr Jan Szymański. Wszyscy lekarze uchodzili za znakomitych praktyków.
Mój pierwszy Nauczyciel otorynolaryngologii, prof. Jan Szymański, wiele opowiadał o swym szefie sprzed wojny. Był to niezwykle elegancki pan, o wytwornych manierach. Z upodobaniem podawał okrycia swym asystentom. Kiedy się wzbraniali (jakże inne były wówczas relacje profesor - asystent), mawiał: "Lokaj lokajowi - nigdy, dżentelmen dżentelmenowi - zawsze!" Oburzało Go okazywanie przez jego współpracowników obrzydzenia w sytuacjach, jakie wcale często bywają udziałem otolaryngologa. I tak, kiedy jeden z asystentów był ogromnie niezadowolony z faktu, że jego twarz została opryskana wydzieliną z tchawicy w czasie wykonywanej właśnie tracheostomy, doradził mu: "Niech pan idzie na prawo. Dopiero jako adwokat przekona się pan, z jakimi brudami życia będzie miał pan do czynienia!" Był człowiekiem zamożnym, właścicielem licznych nieruchomości w centrum Warszawy. Pośród ludzi prostych uchodził za uzdrowiciela, którego dotknięcie przywracało zdrowie. Zwłaszcza gruźlikom! Był zaprzyjaźniony z wieloma ludźmi kultury i sztuki. Jego popiersie, dzieło znakomitego rzeźbiarza Edwarda Wittiga, ozdabia salę konferencyjną dzisiejszej Kliniki. Był żonaty, miał dwie córki. Pracował do końca życia, to znaczy doroku 1938, w którym późną jesienią zmarł. Jego grób znajduje się na Cmentarzu Powązkowskim w Warszawie (kwatera 191, szereg 5).
Aby zobaczyć resztę artykulu...
:: Zarejestruj się >> lub
zaloguj się w lewym górnym rogu strony.
Rejestracja i korzystanie z portalu są całkowicie darmowe

